Bloog Wirtualna Polska
Są 1 275 994 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O szkołach wyższych i wycieczce do Poznania

piątek, 24 kwietnia 2009 23:22
Toksyczny sukces szkolnictwa wyższego w Polsce. 

Taki tytuł miało seminarium, które odbyło się dziś w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Zorganizowały go wspólnie dwa ośrodki studiów nad szkolnictwem wyższym - na Uniwersytecie Jagiellońskim i w DSW.

Odnotowałem dwa ciekawe wystąpienia: rektora Uniwersytetu Warszawskiego prof. Katarzyny Chałasińskiej-Macukow i naszego rektora Roberta Kwaśnicy.  Pierwsza z tych osób uznała, że eksplozja szkół wyższych i wzrost liczby studiujących jest zjawiskiem pozytywnym, a chaos z tym związany musiał się pojawić. I nie jest on wynikiem braku precyzyjnych regulacji prawnych, lecz naszej zdolności do samoorganizacji. Ale skoro świat powstał z chaosu i uległ pewnemu uporządkowaniu, to i szkolnictwo wyższe w Polsce powinno się powoli porządkować a z rynku zniknąć uczelnie fikcyjne.

Innego zdania był Robert Kwaśnica, który w znanym sobie stylu postawił trzy pytania i zwięzłe odpowiedzi, a potem po kolei je uzasadniał. Pierwsze z nich, to czy istotnie mamy do czynienia z toksycznym sukcesem? Odpowiedź brzmiała, że tak. A to dlatego, że owszem, mamy w sumie ponad 460 szkół wyższych, ale w dużej części fikcyjnych - bez własnej kadry kształcącej, bez własnej bazy i bez zamiaru jej tworzenia. A umożliwia to prawo, które wręcz zachęca do tworzenia fikcji, a ponadto brak kontroli przestrzegania choćby i takiego prawa, jakie jest. Na pytanie, na czym polega toksyczność sukcesu, rektor odpowiedział, że głównie na braku czynników sprzyjających rzeczywistemu rozwojowi szkolnictwa wyższego, co powoduje straty w potencjale intelektualnym uczących i uczących się. Nie ma bowiem warunków do uczciwej konkurencji uczelni, w tym zwłaszcza konkurencji uczelni państwowych z niepaństwowymi. Jedne nie muszą ubiegać się o środki na kształcenie w trybie stacjonarnym, bo i tak je dostają, a drugie nie muszą, bo i tak nie dostaną. Brak konkurencji zaś powoduje swoiste uśpienie, gdyż byt uczelni niepaństwowych jest niezagrożony. Ustawa o szkolnictwie pozwala bowiem rządowi na likwidacje tylko uczelni niepaństwowych. Trzecie pytanie zaś wynikało z dwóch pierwszych: czym można ten sukces odtruć? Odpowiedź wydała się w świetle wcześniejszych wywodów oczywista: lepszym prawem i lepszym systemem kontroli.

Wydawało się, że po referacie naszego rektora dyskusja będzie ostra. W kuluarach w czasie przerwy mówiło się bowiem głównie o tym wystąpieniu. Jednak było dość spokojnie. Obecna wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Grażyna Pawelska-Skrzypek (ładna kobieta!) skłoniona do odniesienia się do wystąpienia naszego rektora wyjaśniała, że stanowienie dobrego prawa idzie z oporami nie tylko ze strony polityków, ale też słabszych uczelni, gdyż wiele z nich musiałoby zainwestować w poprawę warunków kształcenia i stworzenie własnej kadry. A jeśli chodzi o kontrolę, to trwają prace nad jej systemem. Wymaga on jednak wiele rozstrzygnięć dotyczących kryteriów oceny. Ważne jednak, że ministerstwo rozumie istotę problemów i chce dokonać zasadniczej zmiany w systemie kształcenia wyższego.

Niepodobna nie wspomnieć o krótkim głosie w dyskusji dyrektorki naszego Międzynarodowego Instytutu badań nad Kulturą i Edukacja Hany Cervinkovej (jednocześnie prezeski zarządu Hali Stulecia), która nie zgodziła się na różnicowanie przyjmowanych studentów na bardzo dobrych i średnich. Słusznie argumentowała bowiem, że ta "średniość" niekoniecznie jest wynikiem różnic w poziomie intelektu, lecz raczej nierówności społecznych, w  tym nierówności w dostępie do edukacji. Dodała, że celem kształcenia akademickiego jest nie tylko wyedukowanie specjalistów, lecz może przede wszystkim dobrych obywateli.Dyskutantka zaznaczyła, że kształciła się w innych warunkach kulturowych ((USA) i z pewnością to zaważyło na jej uwrażliwieniu na tę kwestię.

Miło było słyszeć z ust wielu uczestników seminarium, że Dolnośląska Szkoła Wyższa zalicza się do najlepszych uczelni niepaństwowych i zdolna jest do rywalizacji z tymi wydziałami nauk uczelni państwowych, w zakresie których prowadzi kształcenie i badania naukowe i że stworzonymi warunkami do pracy stwarza wzory, jak powinny być urządzane uczelnie akademickie.


Jeśli chodzi o sprawy bibliotekarskie (o których podczas seminarium mowy nie było), to dostaliśmy do czytelni komputer dla niewidzących wraz z urządzeniem do czytania polegającym na przetwarzaniu tekstu drukowanego na głos i drukarką w alfabecie Braille'a. Teraz czekamy na jego zmontowanie i instalację. Prawdę powiedziawszy, za te pieniądze lepiej byłoby wreszcie zakupić bramki przeciwkradzieżowe i parę komputerów do czytelni multimedialnej, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby (ten zestaw dla niewidzących otrzymaliśmy w ramach projektu finansowanego przez Unię Europejską).

A jeszcze lepiej byłoby kupić taka maszynę, jaką widzieliśmy we środę w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu. Jest to samoobsługowe urządzenie do kopiowania tekstów - nie na papier, lecz bezpośrednio na pendrive. Do tego nie trzeba dociskać rozłożonych książek (lub czasopism), dzięki czemu nie ulegają one szybkiej degradacji. Zaczęlismy sie rozglądać za mozliwością jej nabycia do naszej biblioteki. Gdyby za usługi pobierać opłaty (Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu tego nie robi, ale otrzymała maszynę za darmo), to za kilka lat jej zakup mógłby się zwrócić. Nie tylko dzięki pobieraniu opłat, lecz zmniejszeniu wydatków na zakup wieloegzemplarzówek, lecz także dzieki mniejszego nasilenia niszczenia się książek na skutek kserowania. Uczelniane biuro ds. programów unijnych obiecało, że rozejrzy się za mozliwościami sformułowania jakiegos projektu, do którego można by zakup dopasować.

Wycieczka do Poznania udała się. Podjął nas sam dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej Artur Jazdon, człowiek, którego sposób myślenia i działania jest mi bardzo bliski, gdyż też stawia na rozwój zawodowy swoich pracowników i stwarza im takie możliwości. A zajął się nami niezawodny Piotr Marcinkowski, człowiek ambitny i utalentowany, a przy tym bardzo towarzyski. Poznaliśmy niektóre działy biblioteki, a największe wrażenie zrobił magazyn, który na skutek poszukiwań wciąż nowych miejsc na nabytki stał się istnym labiryntem, oraz pracownia konserwatorska, w której dokonuje się renowacji zbiorów przy zastosowaniu bardzo rozległego arsenału maszyn i urządzeń. Czekają na zakup maszyny do automatycznego wypełniania ubytków ciekłą celulozą. Wrocławska Biblioteka Uniwersytecka miała taką maszynę dostać już blisko 20 lat temu i w tym kierunku prowadziłem działania. Co mi zresztą na zdrowie nie wyszło, bo maszyna miała być niemiecka, a Niemcy to, panie, wiadomo... Ale czy ja w końcu otrzymała - nie wiem. A potem, na deser zwiedziliśmy Browar Wielkopolski. Zwiedzanie zaś zakończyło się degustacją. Więc wracaliśmy do Wrocławia może nieco zmęczeni, ale w znakomitych nastrojach.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czym jest dziś lewica? Zyzak i co z tego może wyniknąć

wtorek, 14 kwietnia 2009 20:48
 

Okres świąteczny jest z punktu widzenia blogu bibliotekarskiego czasem pustym. Bibliotekarz nie ma ferii świątecznych, które mógłby przeznaczyć na pracę twórczą czy na nadrobienie zaległych lektur. Same święta zaś są czasem świętowania, czyli - w przypadku świąt wielkanocnych - spożycia uroczystego śniadania w gronie rodzinnym, a potem dalszego biesiadowania, przerywanego spacerem lub pójściem do kościoła. Tym bardziej, że w naszej parafii rezurekcja odbyła się... w samo południe.

I tak zresztą nie poszedłem, dzięki czemu mogłem oddać się lekturze jak zwykle ciekawego sobotnio-niedzielnego wydania „Dziennika". Tym razem na tapecie jest ideologia lewicowa. I tu jest problem, bo nawet wzięci teoretycy polscy i zagraniczni nie bardzo potrafią jej w obecnym czasie zdefiniować. Nie mają bowiem nawet pewności warstwy społecznej, w imieniu której socjaliści mieliby swe idee wcielać w życie. Jeden z francuskich znawców idei Jacques Ranciere, twierdzi, że lewica nawróciła się na kapitalizm i odróżnia się od prawicy tylko tym, że uważa, że państwo powinno więcej środków przeznaczać na realizację polityki społecznej. Daniel Bensaid poszedł jeszcze dalej i twierdzi, że obecnie istnieje sojusz baronów socjalistów i finansistów, że czuja się oni świetnie w establishmencie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Podobny kłopot z definicją lewicy ma młoda gwiazda polskiej lewicy Sławomir Sierakowski. Twierdzi jednak, że jest w Polsce podłoże dla ruchów lewicowych, gdyż przeszło połowa obywateli żyje poniżej minimum socjalnego. Tyle tylko, że dwa lata rządów PiS-u  sprawiły, że elity III RP pchnęły tę większość pod skrzydła liberałów, którzy wprawdzie niewiele mają im do zaoferowania, ale nie stwarzają zagrożenia zamordyzmem. A przecież przed wyborami w 2005 r. udało się Kaczyńskim trafić do wyborców z diagnozą przyczyn biedy i tym samym stworzyć nadzieję, że mają też receptę na poprawę bytu obywateli. Tymczasem Kaczyński zajął się poszerzaniem zakresu władzy i szukaniem układu. Na domiar złego znalazł go we własnych szeregach.

Nie dowiedziałem się więc, czym dziś jest lewicowość, ale zyskałem tyle, że prześledziłem meandry myślenia wybitnych myślicieli. Bo i Sierakowskiego za takiego uważam. Tego typu lektury nawet jeśli nie wzbogacają wydatnie wiedzy, to jednak stanowią asumpt do własnych przemyśleń i poszukiwań odpowiedzi na mniej lub bardziej ważne pytania. A polityka interesuje mnie nie tylko przez pryzmat bieżących skandali, ale i ogólniejszych mechanizmów.

Nawiasem, tydzień temu w tej samej gazecie przeczytałem wywiad z prof. Andrzejem Nowakiem (promotorem Zyzaka) o konserwatyzmie. Wyznał on wprost, ze konserwatyzm polega na opóźnianiu odchodzenia od tradycyjnych wartości ze świadomością, że ono tak czy owak się jednak odbywa. Są więc konserwatyści armią Don Kichotów walczących z wiatrakami.  Może i jest to sposób na życie...

A propos Zyzaka. Nie czytałem jego książki i nie zamierzam tego robić. Przypuszczam, że mimo wytykanych jej słabości warsztatowych spełnia ona warunki do nadania jej autorowi stopnia magistra. Nie widzę też powodów, żeby zabraniać jej wydawania. Choćby w imię wolności badań naukowych i wolności słowa. Może nawet z punktu widzenia warsztatu badawczego historyka ta książka wpłynie ozdrowieńczo na jakość badań i opieki naukowej nad młodymi ambitnymi ludźmi, gdyż odsłoniła słabości w tym względzie. Kto teraz odważy się na zacytowanie w pracy naukowej informacji typu „jedna pani drugiej pani powiedziała, że ktoś sikał do chrzcielnicy"? I jaki promotor pozwoli sobie dziś  na dopuszczenie tak napisanej pracy do obrony lub do druku?

Natomiast mam wątpliwości, czy powinno się do tego mieszać IPN. A został zamieszany przez osobę recenzenta i przez zatrudnienie tego młodego człowieka w krakowskim oddziale IPN. Oczywiście, obrońcy „wolności nauki" jak jeden mąż twierdzą, że zatrudniony został jako operator ksero. Jeśli tak, to świadczy to o rozrzutności tej instytucji, gdyż do obsługi ksero wystarczy ktoś po zawodówce. Albo o marnotrawieniu potencjału intelektualnego młodych ludzi lub zgoła mobbingu. Bo zatrudnianie kogoś poniżej jego kwalifikacji może być tak potraktowane.

Co nie zmienia postaci rzeczy, że minister Kudrycka wygłupiła się z tą prośbą do Państwowej Komisji Akredytacyjnej o przeprowadzenie kontroli na UJ. Uczelnia tak czy owak przez tę aferę straciła wiele ze swego wizerunku, a rząd niechcący zyskał łatkę kontrolera wolności sumień. Miejmy nadzieję, że  skończy się to jakimś programem naprawczym, w rezultacie którego być może zaostrzy się kryteria oceny prac magisterskich nie tylko na tym wydziale, na którym promotorem jest prof. Nowak.

Zbliża się zjazd krajowy delegatów SBP. W kwietniowym numerze "Bibliotekarza" prezeska Elzbieta Stefańczyk składa relację z mijającej kadencji i rysuje perspektywy na następne 4 lata. Jakoś mnie one nie porwały. Ale pocieszam się, że nie miałem specjalnych zludzeń przed zjazdem okręgowym, a tymczasem dyskusja była całkiem żywa i stworzyła inspiracje dla nowego zarządu. Może podobnie będzie za półtora miesiąca w stolicy?

Ale na razie nasze koło SBP organizuje wyprawę do Poznania. Zebranie ma się odbyć w podróży, a na miejscu czekają nas koleżanki i koledzy z Biblioteki Uniweersyteckiej w Poznaniu, gdzie działa jedno z ambitniejszych w kraju i wyróżniające się oryginalnością przedsięwzięć koło Stowarzyszenia.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

sobota, 16 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 050  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

O sprawach zawodowych, a trochę o swoich własnych

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51050

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl