Bloog Wirtualna Polska
Są 1 275 994 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Prasowe remanenty: o Pilchu, mediach, apokalipsie, gazecie Wyborczej i Wałęsie

piątek, 22 maja 2009 11:05
 

Zebrało się przez ostatnie dwa tygodnie ciekawych lektur prasowych, o tematyce dalekiej od bibliotekarstwa, ale bliskich życia.

Zacznę od rzeczy nieco od spraw codziennych odległej, bo od filmu „Tatarak". Nie widziałem go (wstyd powiedzieć, ale ostatni raz byłem w kinie na filmie „Katyń", czyli jednak już w epoce kina dźwiękowego i do tego kolorowego. Ale za to regularnie czytuję felietony Jerzego Pilcha, a ten tydzień temu w „Dzienniku" napisał właśnie o filmie. W stylu Janusza Głowackiego. Mianowicie wyrażając pretensje do reżysera, ale też i do Iwaszkiewicza, że osadzili akcję w roku 1958 w jakimś polskim miasteczku, a tu ani komitetu partii, ani posterunku MO, ani żadnego TW, który pisałby donosy do SB, ani nawet powszechnego wtedy pijaństwa. Czyli reżyser zupełnie zbagatelizował realia epoki! Bo przecież, pisze Pilch, według dzisiejszych  przekazów „PRL  był krajem po którym w koło jeździły czołgi, w radiu pierwszy sekretarz bez przerwy ględził, przebrani za cywilów ormowcy od rana do wieczora pałowali studentów, a jedyna dostępna rozrywką - poza, ma się rozumieć, donoszeniem na sąsiadów - było słuchanie - przez cały rok wyczekiwanego z tęsknotą - festiwalu piosenki żołnierskiej".

I pisze dalej: „Sam gest unieważnienia takich realiów, samo ustanowienie dramatu egzystencjalnego w zaledwie dyskretnie zarysowanych peerelowskich dekoracjach jest dziś rzeczą niebywałą, jest manifestacją głębokiej wewnętrznej wolności".

I wspomina swój PRL, swoje lata 70. I pisze, a trudno się z nim nie zgodzić, wszak były to i moje młode lata (a te na ogół są piekne), że był to czas zachwycający między innymi z powodu filmów Wajdy, dzięki którym rzeczywistość była bardziej znośna. Bo też był to okres rozkwitu talentu tego reżysera, kiedy powstały m.in.  „Krajobraz po bitwie", „Brzezina", „Ziemia obiecana", „Wesele" , „Człowiek z marmuru" i „Panny z Wilka".

Natomiast dzień później w dodatku „Europa" ciekawy czterogłos w sprawie mediów. Ciekawą tezę wygłosił redaktor dodatku Robert Krasowski. Otóż według niego media tracą znaczenie jako przysłowiowa IV władza. Politycy bowiem tak dalece się sprofesjonalizowali, że potrafią sobie z nimi radzić lub użyć dla własnych celów. Radzili sobie z nimi Miller, Marcinkiewicz, Kaczyński, a Donald Tusk jest już zupełnie od mediów niezależny. Nawet jesli zdymisjonował jednego ministra, to nawet jakby wbrew oopinii mediów. W podobnym tonie, może nieco zmiękczonym, wypowiada się Cezary Michalski. Zupełnie inną opinię zaprezentowali Jan Rokita i Rafał Matyja. Ten drugi, człowiek nauki, adiunkt w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu, na tle pozostałych dyskutantów wypowiadał treści banalne w sposób zupełnie nieprzystojny naukowcowi. Ten człowiek nie potrafi ukryć swych uprzedzeń do „Gazety Wyborczej". Bez względu na temat dyskusji musi coś uszczypliwego powiedzieć o gazecie Michnika. Jakich to narobiła szkód w umysłach Polaków. Szkoda, że nie dodał, że też w umysłach Amerykanów czy Niemców, gdzie ta gazeta właśnie cieszy się wysokim prestiżem. Przytaczane liczne argumenty Rokity wydały się jednak w zetknięciu z argumentami redaktorów „Dziennika" zbyt słabe. Więc z niejakim zdziwieniem przyszło mi uznać, że cos w tezie, że media głoszą swoje, a politycy czynią swoje, jest na rzeczy.

W tym samym numerze ciekawy wywiad ze słoweńskim wybitnym filozofem Slavojem Żizkiem. Dostrzega on wiele symptomów tego, że świat zmierza ku miękkiej apokalipsie, która będzie wyrażała się w ograniczeniu swobód demokratycznych, czyli autorytaryzmowi, gdyż wiele zdobyczy cywilizacji pomagać będą władzom w coraz głębsze ingerowanie w różne sfery życia prywatnego. Coraz więcej decyzji państwa będą podejmowały bez uprzedniej szerszej debaty. Czyli, że coraz większe połaci świata czeka putinizacja lub berlusconizacja. Strach się bać, zwłaszcza putinizacji.

A tymczasem „Gazeta Wyborcza" świętowała swoje dwudziestolecie. Czytam ją od pierwszego numeru i nie zraziło mnie do niej nawet to, że kiedyś napisała o mnie na pierwszej stronie i że miałem potem dużo kłopotów. Ale cóż, napisała to, co jej dostarczył organ państwa i powinna była o tym poinformować. A że mogła wtedy poznać racje moje i moich współpracowników i o nich poinformować? Mogła, ale widać z Warszawy do Wrocławia było jej wtedy za daleko.

A czytam "Gazetę", bo odpowiada mi jej linia polityczna, którą określa się jako lewicowo-liberalną. Gazeta według mnie uczciwie informuje, nie ukrywając informacji, których w innych gazetach, łącznie z cenionym przeze mnie "Dziennikiem" próźno szukać, a jesli już, to na dalekich stronach i z opóźnieniem. Oczywiście, "Gazeta" przypisuje róznym zdarzeniom rózna rangę i też selekcjonuje informacje. Ale odsłoniła np. skandale w Kościele. Poza tym to "Wyborcza" ujawniła drugą, mniej chlubną stronę AK (nacjonalizm, w tym i antysemityzm), to za jej sprawą stał się głośny mord w Jedwabnem i innych miejscowościach Podlasia. Pisząc o nich w pewnym stopniu wylansowała Jana Tomasza Grossa, dzięki czemu przeczytałem nie tylko "Sąsiadów" i "Strach", lecz także o zsyłkach poskich rodzin, z dziećmi, w głąb Związku Radzieckiego (W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali. Londyn 1983, i kilka wznowień już w wolnej Polsce).

Jestem też admiratorem Adama Michnika, którego poglądy w całości podzielam. Podziwiam jego odwagę i męstwo z czasów, gdy walczył o wolną Polskę i podziwiam teraz, gdy trzeba już dużo mniej odwagi, żeby głosić poglądy nie podobające się bardziej krzykliwym odłamom polskiej sceny politycznej i gdy ma odwagę nie tylko głosić, ale i praktykować zasadę miłości bliźniego. Nawet tego, którego poglądów nie podziela, w tym swoich dawnych prześladowców. A na wielkoduszność stać tylko ludzi wielkich. Jak On, Kuroń, Modzelewski, Frasyniuk czy Bujak. Czyli tych, którzy w PRL-u mocno ucierpieli.

Po roku znów na podróż z Katowic do domu kupiłem "Nie". Warto było dla felietonu Jerzego Urbana "Pała na Farfała". Asumpt stanowi dlań tekst Agnieszki Holland w "Gazecie Wyborczej", w którym wytyka ona Farfałowi, że ten do dziś nie zdystansował się od swoich wcześniejszych faszystowskich fascynacji. Czyli, że gdyby to zrobił, byłby znów porządnym człowiekiem i miał legitymację do kierowania jedną z największych spółek państwowych!? I zwraca uwagę, że część obywateli, nie tak mała, pragnie władzy silnej, skoncentrowanej w rękach ulubionego przywódcy, a przy tym patriarchalnej, apodyktycznej, wtrącającej się w prywatne życie, obyczaje, wprowadzającej normy i zasady w sztuce. Oni chcą rzadu określającego w pewnym sensie, co należy myśleć i ścigającego odstępstwa, a więzy narodowe i rodzinne stawiają wyżej niż więzi obywatelskie, społeczne, polityczne lub ogólnoludzkie. Czyli gotowi są żyć pod rządami autorytarnymi , jeśli nie zgoła totalitarnymi. 
I dwa cytaty: "Farfał otóż nie dlatego razi Holland, że należy do scharakteryzowanego wyżej porządku ideowego [faszyzmu], ale ponieważ "otwarcie głosił faszystowskie hasła". Czyli pani reżyser uważa, że lepiej jest tożsamość taić, kamuflować, zakłamywać przed sobą i światem, niż manifestować. Złem są dla niej nie poglądy i dążenia, lecz ostentacja, która gorszy moralnie [...]. Farfał przestanie jej zdaniem być spadkobiercą morderców milionów Żydów i ideowym ich wyrazicielem, kiedy okaże skruchę i przejdzie długą pokutę".
Warto w tym miejscu dodać, że gdy austriacki neofaszysta Heider zostawszy wicepremierem rządu okazał skruchę, to niewiele mu pomogło, nadal był w świecie bojkotowany, podobnie jak cały rząd Austrii.
I drugi cytat: "Nie istota zjawisk staje się ważna, lecz pozy, porory, dekoracje. Nie jest ten hitlerowcem, kto nadal radby pozbywać sie Żydów i pedałów, ale ten, co maluje na murach swastyki. Nie ten jest stalinowcem, kto aprobuje fałszerstwa i prowokacje sprzymierzeńców PiS w wymiarze sprawiedliwości, tylko ten, co chce zachować ulicę Świerczewskiego i śpiewa Międzynarodówkę na niektórych pogrzebach, kończonych bez księdza. Pieśń ta rozbrzmiewała zresztą także na pogrzebie ojca reżyserki Henryka Hollanda. Śpiewana była przeciw poststalinowskiemu zaszczuwaniu ludzi".
Warto wiedzieć, że Henryk Holland, stalinowaki propagandzista, po dojściu Gomułki do władzy stał się przeciwnikiem realnego socjalizmu i ofiarą prześladowań. Wyskoczył przez okno w czasie rewizji w domu dokonywanej przez SB, która szukała dowodów na jego powiązania z emigracją.
Pisze Urban, że gotów jest napisać o swoich błędach i pomyłkach, ale wie, że zostanie to potraktowane jako spowiedź i skrucha. A on tego nie potrzebuje, gdyż dokonywał wyborów jako dorosły człoweiek  i nikt z niego odpowiedzialności za czyny nie zdejmie.

Parę słów o ostatnich wyczynach Lecha Wałęsy. Nie ceniłem go za intelekt ani za egotyzm, ale podziwiałem za odwagę i zręczność, choć może za to ostatnie nie tak, jak moi koledzy, którzy w 1981 r. głosili, że to polityczny geniusz. Jego prezydenturę oceniam zdecydowanie negatywnie. Ale gdy rok temu stał się obiektem ataków ze strony różnych „historyków", napisałem do niego pokrzepiającego maila. I odpisał! Nie zdawkowo, lecz w tonie osobistym. Odniósł się też do tego, że nie odpowiada mi to powtarzane często „ja". Wyjaśnił, że to oczywiste, żę komunę obaliły miliony Polaków, ale on ich do boju poprowadził. Korespondowaliśmy ponad miesiąc.

A teraz odpłacił mi i wszystkim, którzy się zaangażowali w jego obronę stając się chcąc nie chcąc sojusznikiem antyintegracyjnej partii Libertas. Do tego za pieniądze. Jakby naprawdę był biedakiem. Ktoś ładnie napisał, że Wałęsa to postać pomnikowa, ale taka, która własnymi rękami kruszy cokół, na którym stoi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O strategii Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich

czwartek, 21 maja 2009 16:56
 

Zarząd Główny Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich siłami swoich członkiń  opracował plan strategiczny, sięgający aż po rok 2021. Wszystko lege artis, poczynając od dość obiektywnego SWOT-u, aż po całkiem precyzyjnie opisane cele strategiczne. Wprawdzie dobrze jest, żeby plan strategiczny powstał siłami wyspecjalizowanej firmy w drodze zlecenia, ale trzeba mieć na to pieniądze. A Stowarzyszenie nigdy potentatem pod tym względem nie było. I wygląda na to, że nie wyobraża siebie w tej roli.

Mamy bowiem do czynienia z czymś, co jest raczej strategią względnie spokojnego przetrwania, a tymczasem chciałoby się, żeby przewidywała ona przynajmniej umiarkowany wzrost.

Strategia przewiduje za to wzrost znaczenia SBP jako organizacji opiniotwórczej i (współ)kreującej elementy polityki bibliotecznej państwa, zwłaszcza poprzez wypracowanie nowej ustawy bibliotecznej (znów ta ustawa!), pragmatyki zawodu bibliotekarza, a także przez współpracę z innymi partnerami w tworzeniu programów na rzecz rozwoju czytelnictwa i tworzenia społeczeństwa wiedzy. Liczy, że ten cel i jeszcze parę innych będzie mogło zrealizować dzięki grantom, jakby z góry rezygnując z możliwości osiągania większych przychodów.

Specjalnie zwracam na to uwagę, gdyż cztery lata temu w dość obszernym artykule w „Bibliotekarzu" (2005, nr 4) zarysowałem koncepcję marketingu Stowarzyszenia. Też robionego we własnym zakresie, ale z wykorzystaniem niemal wszystkich dostępnych instrumentów. Szło mi nie tyle i nie tylko o wzmocnienie głosu SBP, ale o przyciągnięcie nowych członków. Zwłaszcza ze środowisk „stowarzyszeniowo zaniedbanych", czyli z bibliotek naukowych i szkolnych.  Jednak w tym samym numerze wydrukowano artykuł polemiczny ówczesnego prezesa i zarazem redaktora naczelnego pisma, wyrażającego wątpliwość z pożytków z poszerzenia szeregów członkowskich. Bo cóż po tym, że przybędzie członków, skoro nie wszyscy będą aktywni? Nie polemizowałem, bo trochę opadły mi ręce. A chciałoby się spytać, czy wszyscy członkowie Stowarzyszenia Ekonomistów Polskich czy SPATiF-u są czynni? Nie, ale wszyscy płacą składki i tym sposobem wspierają aktywność tych, którzy są czynni i pozwalają na to, żeby ich działania były bardziej skuteczne. W SBP mogłoby być podobnie.

Nie znaczy to, że strategia nie zakłada w ogóle wzrostu szeregów członkowskich. Zamiar stworzenia szans działania dla młodych bibliotekarzy oraz wypracowania programów lojalnościowych (nareszcie!) zdają się na to wskazywać.

Strategia zakłada zwiększenie oddziaływania SBP na kształcenie bibliotekarzy, przez współpracę z ośrodkami kształcenia. Ale zatrzymuje się tu jakby w pół drogi, nie widząc siebie jako instytucji uczestniczącej w ocenianiu ośrodków ani nie widząc potrzeby przyciągnięcia do siebie nauczycieli akademickich. A jest wskazane i to i to. Wiele już razy pisałem i mówiłem, że trzeba cos zrobić, żeby ludzie kształcący bibliotekarzy (a nie wyimaginowanych infobrokerów) zaczęli utożsamiać się z zawodem bibliotekarskim i tym samym stawać się dla adeptów do tego zawodu wzorami osobowymi. Wiem po sobie, że zacząwszy działać w Stowarzyszeniu przedzierzgnąłem się jakby z bibliologa w bibliotekarza. I to niemal z dania na dzień.

Jest w strategii oczywiście zamiar zmiany wizerunku bibliotekarza. Napisano tu wprost, że chodzi o stworzenie nowego wizerunku. Ambitne! Ale czy realizowalne? Zakładałbym raczej rozłożoną na etapy sukcesywną poprawę wizerunku. Wczoraj korespondowałem w tej sprawie ze znającym się na rzeczy i wielce przeze mnie cenionym Piotrem Marcinkowskim z Poznania, który jest podobnie jak ja umiarkowanym optymistą. Ale ja chyba bardziej umiarkowanym. Twierdzi on, że plan SBP w tym względzie też jest odważny, ale realny. Chciałbym się mylić.

Na forum EBIB do dyskusji nad planem strategicznym wezwał wspomniany tu kolega Piotr. Na razie odezwałem się tylko ja. Czyżby inni nie przeczytali? Czy też może wszyscy ostrzą sobie zęby na żywą dyskusję na Zjeździe Delegatów, który zaczyna się w przyszłą sobotę?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 16 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 041  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

O sprawach zawodowych, a trochę o swoich własnych

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51041

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl