Bloog Wirtualna Polska
Są 1 275 994 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Blogowanie

poniedziałek, 29 czerwca 2009 20:07
Dziś na moim blogu wpisał się jakiś śledziennik (lub raczej sledzienniczka), który ma mi za złe, że prowadzę blog i "robię wokół siebie wiele szumu". Więc wyjaśniam, że piszę tu o sprawach zawodowych, prowadzę dziennik moich lektur, a czasem refleksji i kto chce, może sobie o tym poczytać i ewentualnie zająć stanowisko. Może być i krytyczne, ale wyrażone w sposób merytoryczny.A kto nie chce, ten nie musi i niech lokuje swoje fobie i uprzedzenia w inny sposób. Może są w internecie jakieś fora dla ludzi niezadowolonych z siebie i innych i węszących wszędzie niecne intencje. Niech tam sobie wchodzą, bo nie z myślą o nich piszę.
Poza tym każdy może prowadzić bloga. A jak się nie ma na to ochoty, ani czasu, ani nie umie, to można dać sobie spokój z dawaniem wyrazu niechęci wobec tych, którym się chce.

PS.
Jest człowiek w potrzebie, pracownik Biblioteki Ossolineum, p. Tomasz Czujowski, któremu pilnie potrzebna jest krew BRh-. Sam niestety mam A Rh-.
 O pomoc apelują jego koleżanki i koledzy z biblioteki.
Ps. 2
Niestety, mimo ofiarności Kolegów i Koleżanek Pan Tomek zmarł

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

O wycieczce naukowej do Łodzi, o feminizmie i o antysemityzmie

niedziela, 28 czerwca 2009 17:23
 

Tydzień zaczął się od wycieczki wrocławskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Bibliologicznego do Łodzi. Wysłuchaliśmy najpierw prezentacji książek dziecięcych w układzie historycznym w czymś, co na wyrost już bodaj 40 lat temu nazwano Muzeum Książki Dziecięcej. Na wyrost, gdyż jest to kolekcja, która nie ma wnętrza, gdzie można by ją eksponować. U zarania pomysłu miała być na nie przeznaczona jakaś mityczna willa na Bałutach, ale osoby pracujące w tym niby-muzeum nawet tej willi nie widziały. Dość, że cały czas się o niej mówi. Więctę funkcje pełni ciasne pomieszczenie wraz z magazynem, gdzie mieści się kilkutysięczny zbiór ksiązek,ostatnio wzbogacony o ok. 700 wol. odkupionych od Janusza Dunina (lub jego spadkobierców, ale szczegółów nie podano). Kierowniczka muzeum pokazywała kolejne eksponaty, mówiąc o nich niewiele więcej niż to wynikało z metryczek książek. Dopiero pokaz materiałów z przełomu XIX i XX wzbogacony został o lekturę umoralniających wierszy, które bardziej przypominały pełne krwi i okrucieństwa wierszyki, pisane jeszcze niedawno jako teksty piosenek przez Macieja Zembatego.

Drugim punktem była wizyta w Muzeum Sztuki Książki. Też nazwa na wyrost, gdyż jest to owszem zbiór książek, które ze względu na formę można nazwać dziełami sztuki, a ich tworzywem jest papier, słowo, a w porywach również np. płyty CD. Zbiory mieszczą się w mocno zaniedbanym pałacyku Grohmanów i wypełniają dwie szafy ekspozycyjne. Prowadzą je pp. Jadwiga i Tomasz J. Tryznowie, współautorzy niemal wszystkich tych dzieł, zachwycających pomysłowością formy i starannością wykonania. Jeśli kto zawadzi o Łódź, a nie boi sie psów i znajdzie godzinkę czasu, niech umówi się z p. Tryznami i sam zobaczy te cudeńka.

Niestety, pokaz się przedłużał, a tymczasem upływał czas, w którym mieliśmy się stawić u pp. Juszczaków, którzy zaprosili całą wycieczkę (11 osób) na lampkę wina i poczęstunek. Zaproszenie otrzymaliśmy w drodze do Łodzi i przyjęte zostało z dużym zadowoleniem. Doszło więc do małego zgrzytu, gdyż nie wypadało spóźnić się ponad miarę, a gospdyni chciała jak najwięcej pokazać, nie tylko eksponaty, lecz również pracownię. Bardzo zagraconą.. W końcu „urwało się" nas dwoje, tyle, że jedno z nas miało umówione inne spotkanie. W firmie czekały kanapeczki, słodycze, kawa i wino, a czego by nie rzec, gospodarze znają się na nich jak mało kto. Po blisko dwóch godzinach biesiadowania w hurtowni zabrany zostałem do domu, gdzie zjadłem ze smakiem gotowane małże i potrawkę z mięs w pysznym sosie, a popijaliśmy to różnymi winami francuskimi. Z gospodarzami znakomicie sie rozmawia, gdyż oboje mają niezwykle rozległe horyzonty, gospodyni przez parę lat pracowała jako wydawca, a gospodarz ponadto jest działaczem Platformy Obywatelskiej i zna wiele kulis "robienia" polityki. Na kwaterę wróciłem o 2.00.

W drugim dniu w planie było zwiedzanie nowego gmachu Biblioteki Uniwersyteckiego. Imponująca! Mnie zachwycił zwłaszcza bezmiar przestrzeni magazynowej, która powinna wystarczyć na 20 - 30 lat. A wziąwszy pod uwagę szybkie wchodzenie do bibliotek książki elektronicznej, może wystarczyć już na tak długo, jak długo ustoi. Oczywiście zbiory są „ochipowane", gdyż funkcjonuje tu system RFID (ogólnie rzecz biorąc chodzi o to, że te chipy są jakby metryczkami książek i jednocześnie antenkami, umożliwiającymi samoobsługowe wypożyczanie i zwrot i można naraz „prześwietlić' i zarejestrować wypożyczenie do 30 książek naraz. Tylko która biblioteka na to pozwoli!? Gorzej ze zwrotem, gdyż trzeba książki podawać osobno i do tego chwilkę przytrzymać, a dopiero potem puścić, żeby zostały jakby wessane. Wpadają one do skrzyń z pewnej wysokości i do tego z dużym impetem (skutek owego wsysania), co może powodować szybkie ich niszczenie.

A potem jeszcze dwa piwka w towarzystwie miłych koleżanek z Kalisza (z Biblioteki zamiejscowego Wydz. Prawa UAM) i w ich towarzystwie powrót do domu. Towarzyszyła nam też jedna z pań z Instytutu Bibliotekoznawstwa z Uniwersytetu Wrocławskiego. Można było wracać parę godzin później, ale aura była (i wciąż jest) paskudna, więc przyjemność byłaby  z tego baaardzo umiarkowana. Na odcinku z Kalisza do Wrocławia miło rozmawiało się z tą panią z Instytutu, która niedawno wydała interesującą książkę o funkcjonowaniu książek w kontekście nowych mediów.  Ma ona odpowiadające mi szerokie spojrzenie na świat, wolne od uprzedzeń i stara się widzieć go takim, jaki jest.

Sama Łódź, poza ulicą Piotrkowską wydaje się na tle Wrocławia miastem nie tyle mało ciekawym, co jednak zapuszczonym. Robót ulicznych jakby tu nie prowadzono, a elewacje budynków nawet tych w najbliższym sąsiedztwie Piotrkowskiej wyglądają, jakby nie doznały w 20-leciu  wolnej Polski żadnych zabiegów renowacyjnych.

A na miejscu dzień później imieniny żony i jak zwykle w takich razach miłe spotkania z ludźmi, z którymi przyjaźnimy się blisko 40 lat. Niektóre z pań to już wdowy lub rozwódki, ale mimo to pełne wigoru, powabu i optymizmu.

Z lektur chciałbym tym razem wspomnieć dwa artykuły z sobotnio-niedzielnego wydania Gazety Wyborczej".

Maria Janion napisała to, co wygłosiła na Kongresie Kobiet, który odbył się w poprzedni weekend. O maskulinizmie naszej kultury narodowej, w której rola kobiety to rola matki-Polki, sprowadzająca się do pomocy mężczyznom, przeznaczonym do decydowania o losach ojczyzny. Pisze też o swoich niezaspokojonych nadziejach wiązanych z „Solidarnością' i wolną Polską, w której kobieta miałaby pełne prawa obywatelskie. Zwróciła uwagę, że na Kongresie Kultury polskiej w 1981 r., tym przerwanym przez wprowadzenie stanu wojennego, zakończyła swoje wystąpienie zdaniem „Ogromny ruch emocjonalny musi być teraz przekształcony w ruch intelektualny". I nie znalazła tego zdania w wydanych w stanie wojennym materiałach konferencyjnych. A już w wolnej Polsce, w 1990 r. podczas zjazdu „Solidarności" stworzyła wraz z innymi delegatkami Krajową Komisję Kobiet, która „na dzień dobry" skrytykowała projekt zakazu aborcji. I wnet uznana została za nielegalną!.

Więc ten kongres kobiet jest potrzebny i ruch feministyczny też. Sam zresztą podpisałem się pod deklaracją w tej sprawie.

Bardzo ważny jest tekst „Bezradność" z nadtytułem „Polacy wobec Żydów". Wybitny historyk (jeden ze współtwórców monumentalnych „Dziejów inteligencji polskiej do 1918 r.) Jerzy Jedlicki twierdzi, że do polskiej świadomości zbiorowej nie trafiła wciąż jeszcze zagłada Żydów i jej konsekwencje, że wciąż nie potrafią przezwyciężyć uprzedzeń wobec Żydów. Uprzedzeń dyktowanych fantazmatami, które Jedlicki przytacza. Pisze „Czy jednak Żydom odmawiano różnych równych praw i równego z innymi szacunku dlatego, że mieli konszachty z diabłem, że zatruwali studnie, porywali i wykrwawiali niewinne dzieci, profanowali hostię, czy że zapuszczali pejsy, szwargotali żargonem, rozpijali chłopów, handlowali i pożyczali na procent, czy dlatego, że się izolowali albo - przeciwnie - wszędzie się wpychali, że nienawidzili chrześcijan, a zwłaszcza Polaków, że byli obcy rasowo, zdeprawowani naukami Talmudu i Szulchan Aruchu, siedzieli na złocie, śmierdzieli cebulą, deprawowali kulturę polską, rosyjska, węgierską, zażydzali postęp, podminowywali ład społeczny, szpiegowali, tworzyli tajne spiski, aby zdobyć władzę nad światem - jakież to ma znaczenie?".

Oczywiście ludzie kierujący się tymi fantazmatami racjonalizują je sobie, powołując się na odpowiednio ukazane lub zgoła nie mające miejsca fakty z historii, których im różni propagandyści pod szyldem nauki nie skapią.Rolę samograja pełnią tu informacje o kolaboracji Żydów z sowietami. Z nazwiskami, ale bez statystyk. Drugi samograj to liczba (tu akurat się przydaje) Polaków odnaczonych medalem "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata". A jakże miała być ona inna, skoro na terenie Polski ulokowane były największe obozy zagłady, dokąd przywożono  nieszczęśników z całej podbitej Europy!? Nie mówiąc o tym, że Polska była jednym z większych krajów Europy, a mniejszość żydowska była tu dość liczba.

Autor przytacza wyniki badań socjologów, z których wynika, że powolutku stan rzeczy się poprawia i że w miarę wzrostu poziomu edukacji można liczyć na dalszą poprawę. Żałuje, że w szerszych kręgach społeczeństwa nie wzbudziły zainteresowania opublikowane przez IPN źródła dotyczące Żydów w Polsce,  które być może są trudne w lekturze.  Ale dodaje, że dobrze, że trafiły doń łatwiejsze w odbiorze książki Grossa i Anny Bikont. Na razie efektem tych publikacji jest wyraźniejsza polaryzacja opinii. Polska podzieliła się na dwie części, które umownie nazwał narodowoklerykalną i liberalnolewicową, a na komunikację między nimi (jeśli nie liczyć obelg) nie widzi obecnie większych szans.

Uważa jednak, że rolą inteligencji, ludzi nauki, edukacji i mediów jesti wzięcie na siebie odpowiedzialności na ukazanie Polakom prawdy dziejowej. Spowoduje to opór i ból, ale prędzej czy później do tego dojść powinno.Niby dobrze jest być przekonanym, że mieli w dziejach ciemne karty Niemcy, Rosjanie, Francuzi, tylko my Polacy zawsze byliśmy tolerancyjni i szlachetni, a do tego gnębieni, m.in. przez mniejszości narodowe.Fakty historyczne są jednak nieubłagane.

Na razie jednak prawica koncentruje siły na walce z badaczami dziejów Żydów w Polsce. Odpowiedzią na książki Grossa i Bikont była książka Chodkiewicza, dużo bardziej skąpa gdy chodzi o źródła, za to bardziej obfitująca w jednostronne oceny. A teraz dostaje się badaczce z Żydowskiego Instytutu Historycznego Alinie Całej. Mało tego, że odprawę dają jej nie historycy lecz publicyści, do których nie mam zaufania,to jeszcze organizuje się przeciw niej pikietę.

Nawiasem, otrzymałem za sprawą jednego z moich polemistów (którego prywatnie bardzo szanuję) pocztę z redakcji „Rzeczpospolitej" zawierającą artykuł Rafała Ziemkiewicza. Polemizuje on z autorką posługując się inwektywami i żartami, nazywając prace jej i Grossa wycinankami, żeby tą samą „metodą" dowieść, że to nie ona, lecz on i jemu podobnie myślący (?) mają rację. Otóż jeśli chodzi o historię, zwłaszcza w kwestiach tak drażliwych, wolę czytać teksty historyków. Ci zaś z jakichś powodów polemiki z Cała nie podejmują.  Bo po ukazaniu sie książek Grossa zabierali. Na ogół nie kwestionując przytoczonych faktów lub wyliczeń, lecz zbyt daleko idące i nazbyt emocjonalne oceny. Pewnie wszyscy historycy są z tej samej szkoły, co Alina Cała. Brakuje tylko, żeby Ziemkiewicz nazwał historycznymi wycinankami dokumenty opublikowane przez IPN. Bo po pierwsze opublikowano ich wybór, a po drugie tu i ówdzie ze skrótami.

Nie wiem, co chciał udowodnić Ziemkiewicz? Że to Żydzi razem z Niemcami wymordowali Polaków w czasie wojny i wspólnie z Sowietami niszczyli ich po wojnie? Jakoś nie słyszałem o pogromach Polaków w okresie międzywojennym, ani podczas wojny, ani po niej. I jakoś nikt nie zdyskredytował wyliczeń Grossa, że Żydzi stanowili znikomy odsetek funkcjonariuszy UB. No i nikt nie bierze się do dowodzenia, że Żydzi sami ewakuowali się tysiącami z Polski po 1968 r. Owszem, histerię rozpoczął aparat PZPR, „twórczo" rozwijając myśl Gomułki wyrażoną na spotkaniu z CRZZ, ale i wtedy nie brakowało bezpartyjnych „honorowych" szmalcowników (bo działali bez wynagrodzenia, choć kto wie, czy nie z nadzieją, że zwolnione w ten sposób miejsce nie zajmą sami lub ktoś z bliskich), którzy donosili, kto z badaczy, nauczycieli, urzędników miał niewłaściwe pochodzenie. Co tu dużo mówić, w 1967 r. na obozie wojskowym w Opolu sam perswadowałem kolegom ostracyzm wobec studenta ówczesnej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, którego oficerowie wskazali nam jako Żyda i sami mu dokuczali, rozkazując dodatkową porcję musztry lub dłuższy dystans do pokonania czołganiem. Kosztem skróconej przerwy lub późniejszego powrotu do koszar całej kompanii. A  że był dość tęgi i nieruchawy, więc przychodziło im to tym łatwiej. A to z kolei powodowało złość kolegów i dokuczanie. Nie wiem, czy mu pomogłem, bo sam następnego dnia trafiłem na izbę chorych, a po paru dniach - do szpitala. A półtora roku potem ów student wyemigrował z rodziną, dając mi o tym znać przez swoich kolegów.

Sumując, wydaje mi się, że miarą naszej „inteligenckości" jest stosunek do wszelkich „innych", pozbawiony przesądów i fantazmatów i kierowanie się wiedzą naukową. Jak nie własną, to badaczy, którzy mają markę. Skoro wierzymy uczonym, że E = mc2 , to może warto też uwierzyć w ich ustalenia historyczne?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

sobota, 16 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 044  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

O sprawach zawodowych, a trochę o swoich własnych

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51044

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl