Bloog Wirtualna Polska
Są 1 275 994 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Certyfikacja w bibliotece

piątek, 28 sierpnia 2009 22:35
  Po paru latach wrócił w Dolnośląskiej Szkole Wyższej problem certyfikatu ISO. W połowie sierpnia, niemal w przeddzień planowanego wyjazdu na drugą turę wakacji. Szkolenie w tej sprawie przeszliśmy jako kierownicy jednostek jeszcze w 2005 r. Ale brakowało kogoś z głową, kto doprowadziłby sprawę do końca.  I oto wreszcie powierzono zadanie osobie,  która właściwie gwarantuje sukces. Uczelnia, która nie widziała dla Izy szans dalszego zatrudnienia zrobiła naszej dużą przysługę. I pomyśleć, że stanęła ona do konkursu o posadę sekretarki w DSW, żeby docelowo trafić do biblioteki! Ale po paru tygodniach jej pracy rektor zasugerował, żebym jednak nie ubiegał się o przeniesienie jej do nas, bo sprawdza się jako asystentka dyrektora instytutu. Wiedział co robi! A my i tak mamy z niej pożytek, bo to ona stoi za tym, że mamy w bibliotece stanowisko dla czytelników niewidomych i niedowidzących ze specjalnym komputerem, drukarką brajlowską i urządzeniem przetwarzającym tekst drukowany na głos.

Ale certyfikacja to jednak na pewnym etapie mnóstwo pracy, wymagającej dodatkowych lektur oraz znajomości wiedzy fachowej, prawa oraz doświadczenia. Na szczęście, jedna z pracownic biblioteki dość gruntowanie zaznajomiła się z problematyka certyfikacji, poznała doświadczenia bibliotek, które już certyfikat mają i z natury rzeczy stała się w tej sprawie naszą liderką. Zgrabnie pod moją nieobecność, gdyż jej zleciłem na ten czas kierowanie biblioteką, podzieliła zadania pomiędzy wszystkich etatowych pracowników (ale zaangażowała też pracujących na umowę-zlecenia studentów) i sama w charakterze wzorca udostępniła opis procedury wymiany międzybibliotecznej, za którą w bibliotece odpowiada.

Czasu jest mało, gdyż musimy się z pracą uporać do końca sierpnia.

Mnie przypadło z powodów oczywistych zarządzanie kadrami biblioteki, a ponadto gromadzenie zbiorów, gdyż ja za nie w bibliotece odpowiadam, oraz opracowanie druków zwartych, gdyż też wypełnia ono znaczna część mego czasu pracy.

Procedura nazwana „Gromadzenie, ewidencja i ubytkowanie zbiorów" wymaga wiele pracy, nawet gdy ma się wyrękę w kimś, kto zajmuje się jej częścią związaną z ewidencją. Trzeba bowiem opisać procedury zamawiania materiałów bibliotecznych (osobno druków zwartych, ciągłych i zbiorów specjalnych), kupna, nabywania inną drogą (wymianę „robi" Magda), postępowania z dowodami wpływu, proces skontrum oraz inne powody stwierdzania ubytków, a także przebieg ubytkowania.

Nie wiem czemu, ale z całego procesu zarządzania opisu wymaga tylko zarządzanie kadrami. Ale i to wystarczy, gdyż trzeba opisać krok po kroku procesy rekrutacji pracowników, motywowania, wynagradzania, szkolenia, awansowania, oceniania bieżącego i okresowego, karania i ewentualnie też zwalniania.

Opracowanie zbiorów oznacza z kolei opisanie procedur opracowania różnego typu dokumentów, a konkretnie wymienienia pól i podpól formatu MARC 21, zasady kontroli  korekty rekordów, współpracy z NUKAT-em.

Wszystkie te procedury wymagają poza tym sporządzenia słowników terminów, dokumentów prawnych i innych obowiązujących w bibliotece oraz zasad postępowania w sytuacjach awaryjnych. I kto wie, czy na tym koniec.

W poniedziałek przeanalizujemy wszystkie opracowane procedury, powiążemy je wzajemnie, wyeliminujemy dublujące się pojęcia i definicje i oddamy je Izie, będąc niemal pewnymi, że potem przyjdzie potrzeba dokonania ich uzupełnień i korekt, bo z kolei procedury biblioteczne musza być skorelowane z tym, co czynią inne jednostki Szkoły na styku z biblioteką.

Ale tymczasem jedziemy z Magdą na konferencję do Gdańska. Oboje z referatami, które będą puentowały cała konferencję. Magda ma mówić o koherencji w zawodzie bibliotekarza, a ja stawiam problem deontologii zawodowej bibliotekarzy. Na ogół kiedy mówię o temacie muszę tłumaczyć, o co chodzi. Chodzi zaś o powinności bibliotekarza - te wynikające z wiedzy zawodowej i zakresu czynności, te, które umożliwiają ich realizację oraz o powinności natury etycznej. Przedstawiłem najważniejsze z nich w nadziei, że uruchomię tym sposobem uzupełnianie listy powinności.

A w wolnych chwilach czytam „Dziennik dla dorosłych" Stefana Chwina, autora szeregu głośnych powieści (Hannemann, Dolina Radości In.), tłumaczonych na kilka języków europejskich. Jest to dziennik nie tyle dla dorosłych, co dla dojrzale myślących. W bieg własnego życia, które w ostatnich latach wypełniają podróże po Europie i kraju, głównie w charakterze gościa spotkań autorskich oraz uczestnika dyskusji i konferencji, autor wpłata własne przemyślenia na ważne i mniej ważne sprawy spisywane na bieżąco bądź już wcześniej zapisane i opublikowane lub zawarte w listach do różnych osób.

Dla mnie, lubiącego literaturę faktu, jest to fascynująca lektura. Tym bardziej, że w wielu sprawach autor głosi podobne do moich poglądy w kwestiach religijnych, politycznych i artystycznych, a czasem odkrywa przed czytelnikiem oryginalne spojrzenie, inne od utartych. I czyni to w sposób wielce przekonujący. Jestem na 420 stronie i żałuję, że zostało mi już tylko 50 stron tej uczty intelektualnej. Być może poświęcę tej książce odrębny wpis.

A prywatnie? Obchodziliśmy wczoraj pierwszy roczek wnuczki Zosi. Już biega, ma mnóstwo do powiedzenia we właściwym sobie języku i jest bardzo pogodnym dzieckiem. Jaś, który skończył pięć i pół roku po spędzeniu wakacji u babci w Lesznie jest opalony i pełen energii. Być może w październiku pojedzie z nami do Gdańska na parę dni.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

O obyczajach w sieci c.d.

sobota, 22 sierpnia 2009 13:29
Dyskusja na temat obyczajów na forach dyskusyjnych i anonimowych komentarzach na blogach trwa w najlepsze. Przyznaję, że zdumiał mnie krakowski filozof Jan Hartman, sam będący obiektem ataków w sieci nie za to, co pisze publicznie, lecz głównie za to, że ma żydowskie korzenie. Przytacza "najsmaczniejsze" epitety pod swoim adresem kierowane i oświadcza, że one mu nie przeszkadzają. Nie przeszkadzają w każdym razie tak bardzo, jak pomówienia. Nieważne, czy wygłaszane anonimowo czy przez konkretne realne osoby.  Uważa on, że chamskie wpisy pod jego adresem dają mu legitymację do tego, żeby sam mógł "walić prosto w oczy"!
I tu mamy do czynienia z nielogicznością, która filozofowi chyba nie przystoi. Cóż bowiem znaczy "prosto w oczy"? Ano to, że mówi, lub "wali" się ją przez realną osobę drugiej realnej osobie, a nie przez anonima, już nieważne czy anonimowi, czy osobie realnej. Bo "prosto w oczy" znaczy tyle co "twarzą w twarz". A nie ulega dla mnie wątpliwości, że wielu anonimów gdyby przyszło im stanąć z adresatem swoich odpowiedzi twarzą w twarz straciłoby swoją odwagę i albo wyraziło opinię w sposób bardziej parlamentarny albo w ogóle darowało jakąkolwiek wypowiedź. Pomijam tu margines, który nie krępuje się mówić wulgarnie bez względu na okoliczności. Przykład na potwierdzenie tego przypuszczenia podaje w dzisiejszych "Wysokich Obcasach" Joanna Szczepkowska opisując dialog między jej znajomym i spotkaną przygodnie pewną dystyngowaną panią, która kulturalnie wyraziła swoją krytyczną opinię o twórczości tego znajomego, ale zacytowała chamskie wypowiedzi z internetu z taką wiernością i w taki sposób, że  pozwala to przypuszczać, że sama sobie na nie anonimowo pozwoliła.
Przenosząc tę kwestię do realiów forum dyskusyjnego EBIB ciekawą myśl podrzucił inny filozof, prof. Adam Grobler, który jest moderastorem forum międzynarodowego czasopisma filozoficznego. Spotkawszy się z propozycją w tej sprawie zaproponował oryginalną koncepcję pracy w tej roli. Otóż żeby uniknąć roli cenzora, który mógłby nie zamieszczać trywialnych wpisów, prowadzi on jakby dwa fora: jedno "jak leci", a drugie w wersji redagowanej, do której może wybierać najciekawsze wpisy, a ponadto proponować autorom wprowadzanie zmian i prowokować ich do podejmowania kolejnych kwestii. W ten sposób z jednej strony istnieje możliwość prowadzenia niczym nie skrępowanej dyskusji, poruszającej sprawy ważne i mniej ważne lub zgoła marginalne, a z drugiej dyskusję pogłębioną i uporządkowaną na odpowiedzialność moderatora. Piszo on o tym w "Gazecie Wyborczej" z ostatniego piątku (21.08), puentując w ten sposób swoją polemikę z J. Hartmanem (też "GW", z 18.08).
Autor nie dostrzegł, a może tylko nie napisał o dodatkowej korzyści. Otóż przy takiej formule forum wielu dyskutantów mogłoby zechcieć trafić do tej redagowanej wersji, a więc zaczęłoby pisać o sprawach bardziej istotnych i w sposób nadający się do poważnej dyskusji. W rezultacie "ucywilizowaniu" uległoby także i to forum "jak leci".
Inna sprawa, że wymagałoby to większego nakładu sił i odpowiedzialności ze strony moderatora. Ale też nadałoby to moderowaniu większy sens i dało więcej satysfakcji. Zastanawiam się, czy nie zaproponować takiej zmiany administratorowi forum.

PS.
Piszę to będąc na wakacjach w Trójmieście, które tym razem potraktowałem jako okazję do poznania Kaszub. Najpierw z przyjaciółmi odwiedziliśmy zespół klasztorny w Kartuzach (w dużym stopniu jeszcze w trakcie remontu, ale wspaniał kościół jest juz gotowy i będąc w tych stronach trzeba go zobaczyć) i pałac w Rzucewie, a ponadto Jasrzębią Górę i Władysławowo (jak kto lubi aurę wesołego miasteczka, to może tam sobie "wypoczywać"), a potem juz tylko z żoną w Szymbarku, gdzie w szybkim tempie rozwija się  ośrodek, który ma ambicje stac sie centrum kultury kaszubskiej. Juz dziś codziennie parkują tam setki aut i autokarów, a kolejki do wejścia do wnętrza "domu stojącym na dachu" przypominają długością kolejkę do mauzoleum Lenina w Moskwie. Duże wrażenie robi zbudowany z bali dom Sybiraka, którego wnętrze tylko rozmiarami różni się od bloków w Oświęcimiu. Obok niego odtworzono ziemiankę sybirską, a nieopodal stoi pociąg, który w bydlęcych wagonach wiózł zesłańców na Kołymę i dalej (wagony wewnątrz też przypominają bloki oświęcimskie). Od paru dni stoi tam chata kaszubska przywieziona przez Kaszubę osiadłego w Kanadzie (jest ich tam ok. 15 000). Wydaje się, że klimat tego miejsca zepsuje budowany wielki ośrodek szkoleniowy z setkami pokoi. Stoi on stanowczo zbyt blisko tego czegoś, co do tej pory przypominało centrum wsi kaszubskiej rzuconej w głęboki las.
Ponadto pobyt tu stanowi okazję do spotkań z tutejszymi kolegami i koleżankami po fachu i nie tylko, również tymi, których nie widziałem od wielu lat.
Wystarcza jednak czasu na odpoczynek, spacery, opalanie się (perypatetyczne, bo nie znoszę wylegiwania się na plaży. Najczęstszy kierunek spaceru to z Jelitkowa do mola w Brzeźnie, tam piwko i z powrotem, jak nie plażą to ocienioną przez sosnowe drzewa promenadą) i kąpiele w morzu. Choć woda temperaturą mocno odbiega od tej, w której pławiłem się rok temu w tureckiej Alanya'i.

Przed domem na dachu w Szymbarku. Chodzi się tam po sufitach

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 16 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 038  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

O sprawach zawodowych, a trochę o swoich własnych

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51038

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl