Bloog Wirtualna Polska
Są 1 275 992 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zmiana adresu

poniedziałek, 28 września 2009 20:04
Szanowni Państwo, mój blog cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Niektóre moje wpisy, raczej te niebibliotekarskie, osiągają ponad 1000 wejść na dobę, średnia zaś wynosi ostatnio około 300. Powinno to cieszyć.
Niestety, popularność bloga wiąże się z drobnymi problemami, które denerwują. Otóż trafiają tu albo nienawistnicy albo frustraci albo po prostu ludzie, których problemy biblioteczne nudzą lub są po prostu mnie samemu niechętni i stawiają mi noty, które da się czytać "Marny, lepiej zamknąć". Każe to mysleć, że ktoś robi to z rozmysłem, żeby sprawić mi przykrość. Albo, że ci frustraci, to mogą być bibliotekarze. A nie chcę tak o kolegach i koleżankach po fachu myśleć.
Wolę więc wrócić na portal ONET, gdzie aby blog ocenić, należy to napisać. Tych, którzy są ciekawi mojego spojrzenia na sprawy bibliotekarskie, moich wrażeń z lektur i podróży lub sądów o tym, co się wokół nas dzieje zapraszam więc na http://stefanku1.blog.onet.pl. Link tradycyjnie znajdzie się przy moich wpisach na forum EBIB i w profilu na naszej-klasie.
Dziękuję tym wszystkim, którzy czytali moje wpisy z życzliwością, choć być może nie ze wszystkim sie zgadzali i liczę na to, że nadal będą wchodzili na moją stronę, a ja postaram się pisać interesująco.. A frustraci niech sobie znajdą inny obiekt zainteresowania.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Europejka" Gretkowskiej, inne lektury i inne sprawy

niedziela, 27 września 2009 21:05
 
Wczoraj zacząłem i dziś z pewnością skończę lekturę książki Manueli Gretkowskiej „Europejka". Jest to coś, co w katalogu NUKAT (dla laików: centralny internetowy katalog bibliotek naukowych, który tworzy blisko 40 bibliotek polskich, a którego Biblioteka Dolnośląskiej Szkoły Wyższej jest klientem) tematowane jest jako „dziennik intymny". Dziwnie, wziąwszy pod uwagę, że pisany był z zamiarem opublikowania*.

Książka zawiera zapisy od kwietnia 2005 do kwietnia roku następnego.  Dziennik, jak dziennik, zawiera opisy dni powszednich, podróży (po kraju i świecie, poza granice turystycznie lub w sprawach typowych dla tłumaczonych w świecie pisarzy, czyli na targi ksiązki lub dyskusje panelowe),  spraw rodzinnych (opisy serdecznych relacji z dwuletnią wówczas córeczką Olą i mężem Piotrem, którym okazuje wiele czułości urzekają i wydają się wolne od ekshibicjonizmu), a momentami politycznych i religijnych.

Autorka uchodzi za skandalistkę, ale tą książką swojej renomy nie podtrzymuje. Owszem, o sprawach seksu i intymnych częściach ciała autorka pisze wprost, przy użyciu słów, które w towarzystwie nie przystoją. Ale nie są to sprawy, które miałyby posmak skandalu. Można wnioskować, że taki styl narracji to efekt fascynacji prozą Michela Huellebecq'a, którego często ona przywołuje. Mnie to jednak razi. Uważam bowiem, że zdolny pisarz potrafi napisać o wszystkim bez uciekania się do takich środków.

O tym, że taki styl pisarstwa jest u Gretkowskiej raczej pozą przekonuje styl narracji w dzienniku, obfitujący w przychodzące autorce z łatwością liczne metafory, niektóre bardzo celne i wręcz odkrywcze, inne nieco naciągane. Przykładem tej pierwszej jest  zdanie z relacji z podróży do Hiszpanii: „Piotr [mąż autorki] tak mnie zaszczepił na miłość doustnie i dopochwowo, że nie zauważam żadnego banderasa" [tak, małą literą, bo to uogólnienie dla mężczyzn o tym typie męskiej urody]. Ale już zdanie o chmurach nad Częstochową, że „Są gigantycznym zdjęciem rentgenowskim kości anielskich na ciemnoniebieskiej kliszy nieba" razi pretensjonalnością.

Ale warto książkę doczytać do końca, gdyż pozwala przypomnieć atmosferę panującą w kraju w okresie „późnego Millera", ówczesne spory polityczne i religijne, wydarzenia kulturalne i ich kulisy.

Mając okazję być w Moskwie parę lat temu, mogę stwierdzić, że pokrywają się w wrażeniami Gretkowskiej. Miasto wielkie, ale jakby ludziom nieprzyjazne. A już opis sytuacji, w której kelner niesie herbatę, ale zatrzymuje się w pół kroku i zawraca, bo właśnie skończyła mu się zmiana, jest kwintesencją atawizmów po czasach sowieckich. Jak „etażnyje"  lub przerwy obiadowe w recepcjach hotelowych i wciąż widoczny brak dbałości o higienę.

Mając w pamięci niedawna lekturę „Dziennika dla dorosłych" Chwina można stwierdzić, że to jednak inny sort literatury tego typu, jakby jej bardziej trywialne wydanie.  Jednak ma w sobie coś, co każe doczytać książkę do końca (jeszcze ok. 100 stron). Ale czy sięgnę do powieści Gretkowskiej? Wątpię.

Skończyłem też lekturę kolejnej książki Teresy Torańskiej: „Byli". Tym razem są to wywiady z byłymi funkcjonariuszami aparatu partyjno-państwowego z lat osiemdziesiątych. Wszyscy stroją się w pióra pierwszych naiwnych, niewiele wiedzących, niewiele rozumiejących, za to pełnych dobrej woli. Nie da się serio traktować takich tłumaczeń wytrawnego znawcy polityki Jerzego Urbana, że na konferencjach prasowych informował tylko o tym, co mu podawały służby prasowe, albo Michała Jagiełły, który jako doświadczony już członek PZPR poszedł na posadę kierownika Wydziału Kultury, bo wierzył, że uda mu się coś dobrego zrobić. I odszedł, gdy po wprowadzeniu stanu wojennego przejrzał na oczy. Wydaje się, że jedynie Jaruzelski w tym całym towarzystwie (Kąkol, Tejchma, Szczepański) był najmniej cyniczny i najmniej cudacznie udawał naiwnego.

 

W bibliotece sposobimy się już do rozpoczęcia roku akademickiego: ustalamy harmonogramy szkoleń studentów lat pierwszych, przygotowujemy zapasy formularzy niezbędnych do zapisów, a w drukarni są nowe oznaczenia graficzne, ułatwiające użytkownikom poruszanie się po księgozbiorze.

Do potrzeb sprawozdania otrzymałem wydruki niezbędnych danych. Wynika z nich, że zbiory nasze przekroczyły już 60 000 jednostek, a w bibliotece zapisanych jest ponad 13000 użytkowników korzystających z wypożyczalni. Przy ogólnej liczbie ok. 8 500 słuchaczy i ok. 400 pracowników etatowych lub wykonujących prace zlecone. To efekt otwarcia biblioteki na wszystkich chętnych.

 

Ja sam spędzę w bibliotece tylko pierwszy tydzień października. Potem jadę z żoną na tydzień do Gdańska, a prosto stamtąd na trzy tygodnie do Szczawnicy Wreszcie, po 20 miesiącach oczekiwania dostałem bowiem skierowanie na kurację. Będę tam trzeci raz i cieszę się na to. Pieniny są piękne o każdej porze roku i są akurat na moją miarę, da się wejść na każdą górkę. I chyba tradycyjnie wszystkie obejdę.

Zastanawiam się, czy brać z sobą laptopa. Żeby utrzymać łączność ze światem. Ale też może on ograniczyć moją mobilność, w takich razach wskazaną. Kiedy tam byłem w latach dziewięćdziesiątych, nie zdarzyło mi się nawet razu obejrzeć telewizji.

________________________ 

 * Katalog przedmiotowy KABA, stosowany w NUKAT-cie to osobny temat, wart ostrego pióra. Niektóre używane hasła przedmiotowe brzmią nonsensownie i zacząłem wypisywać co smaczniejsze kąski, żeby coś o tym napisać. Kibolstwo wg twórców haseł to "Chuligaństwo (sporty)", historia wojskowości to "sztuka wojenna - historia", a np. nauczanie matematyki w klasach początkowych to "Matematyka - studia i nauczanie (początkowe)". Przecież tym sposobem wręcz uniemożliwia się czytelnikom trafienie na poszukiwane teksty. Szczęśliwie chcąc zachować zdrowy rozsądek można dopisać hasła przedmiotowe wynikające ze słownictwa uzywanego przez użytkowników. Tym sposobem wilk (puryści katalogowi) syty i owca cała.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 16 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 046  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

O sprawach zawodowych, a trochę o swoich własnych

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51046

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl