Przedstawiłem zespołowi moje oczekiwania w zakresie zachowań, pokrywające się mniej więcej z tym co napisałem na blogu. Tu i ówdzie podałem je dobitniej, ilustrując zachowaniami, które uważam za niepożądane. Anonimowo, licząc na domyślność poszczególnych osób. Dodałem też, że w relacjach interpersonalnych należy nie tylko kierować się dobrą wolą, bo to oczywiste, lecz także zakładać, że każdy w swoich działaniach i zamiarach działań nią się kieruje. Dodałem też, że w działaniu wszyscy powinniśmy mieć na uwadze wizerunek biblioteki i zarysowałem w paru punktach wymiary owego wizerunku. Eksponując na końcu, że ma być w każdej chwili widać, że gramy zespołowo. Że wizerunkowi zespołu powinny być podporządkowane także indywidualne starania i sukcesy. Wygląda na to, że większość zrozumiała i się przejęła.
Za tydzień (27-28.11) mamy wizytację Państwowej Komisji Akredytacyjnej (przygotowaliśmy na tę okoliczność broszurę, zawierającą opis biblioteki, spis publikacji pracowników, formularze używane w bibliotece i materiały promocyjne) a po niej zaczynam rozmowy oceniające. Tym razem bliskie formuły 360o. Rozdałem formularze zawierające pytania i miejsca na uwagi, w tym także dotyczące ocen współpracy z innymi osobami, a będę chciał też poznać opinie pracowników o sposobie mego kierowania biblioteką. Jest oczywiście obawa, że wypowiedzi w tej ostatniej kwestii nie będą całkowicie szczere, ale moja w tym głowa, żeby w czasie rozmów stworzyć atmosferę szczerości. Po pierwszej turze rozmów będzie musiała odbyć się druga, w której poszczególne osoby będą mogły odnieść się do opinii dotyczących współpracy z nimi wyrażonych przez koleżanki i kolegów. Ale przede wszystkim otrzymają indywidualne zadania i wskazówki dotyczące rozwoju osobistego i zawodowego, a także ewentualnych korekt zachowań.
Dziś pracownice przyszły z dwiema propozycjami. Jedna dotyczy sposobu uczczenia przypadającego na 21 listopada Dnia Życzliwości. Podobnie jak rok temu, na ten dzień ogłosiliśmy abolicję dla dłużników. Kto tego dnia odda przetrzymane książki, nie zapłaci kary (50 gr za dzień). Szybko powstał projekt afisza, który Biuro Promocji rozpowszechniło swoimi kanałami do wszystkich jednostek uczelni i na zewnątrz. Druga propozycja była bardziej kontrowersyjna, ale ja przyjąłem. Otóż kupimy nieco więcej książek beletrystycznych, o które studenci pytają. Jakby antycypując tę sugestię zamówiłem wczoraj (a dziś już przyszły) dwie książki tegorocznej noblistki Herthy Muller, antologię opowiadań o III Rzeczypospolitej, wywiady autorów programu "Teraz my" oraz wywiady innej dziennikarki TVN Beaty Tadli. Chcemy na Mikołaja przygotować wystawkę takich czytadeł z informacją, że można je od razu wypożyczyć.
Dziś też poszedłem na uroczyste rozdanie dyplomów absolwentom Wydziału Nauk Pedagogicznych. Każdego musiała ująć atmosfera tego święta. Ramy dla niego stworzyły świetne przemówienia dziekan wydziału prof. Mirosławy Nowak-Dziemianowicz i prorektor ds. kształcenia dr Teresy Stasieńko. Pani profesor zakończyła swoją mowę... bajką. O szkole dla zwierząt, gdzie wszystkie zwierzęta uczyły się biegać, pływać, latać i wspinać. Kaczka nie miała problemów z pływaniem, ale nie szło jej bieganie i latanie, a zajęcia wyrównawcze nie tylko nic nie dały, lecz pogorszyły wyniki w pływaniu. Wiewiórka okazała się świetną wspinaczką, ale latanie kończyło się upadkami. Zajęcia wyrównawcze nic nie dały. Orzeł celował w lataniu, ale w dziwny sposób wspinał się na drzewo i został skierowany do szkoły specjalnej. A kreta w ogóle nie przyjęto do szkoły. Więc dogadał się z sobolem, bobrem i żmiją i ... stworzyli szkołę prywatną! W niej czuli się wolni, rozwijali swoje wrodzone talenty i pomagali w tym innym.
Było wystąpienie najlepszej absolwentki, była nagroda dla najlepszego wykładowcy, a grupie najlepiej ocenionych absolwentów dyplomy i drobne upominki wręczał prorektor.
Dla znającego realia uczelni państwowych czymś wyjątkowym było przyjęcie ciepłą owacją przez absolwentów wyróżnień dla pracowników dziekanatu. Jakże niedorzeczny jest w tym kontekście dowcip powtarzany w uczelniach państwowych. Przychodzi baba do lekarza ze studentem w tylnej części ciała. Pytana „Co pani jest?" miała ona odpowiedzieć „Dziekanka"...
Przed rozdaniem dyplomów wszystkim absolwentom (co musiałem już sobie darować, bo obowiązki w bibliotece czekały) wystąpił kwartet saksofonowy absolwentów Akademii Muzycznej z Katowic.
Tu w Szczawnicy jestem troche dalej od bieżących spraw, ale nie tak daleko, zeby nie doocierały do mnie - co prawda w szczątkowej formie - informacje o faktach świadczących, że mobbing w bibliotekach jest zjawiskiem, które przybiera niepokojące rozmiary. Bo formy są dość podobne: dręczenie pracowników groźbami wyrzucenia z pracy łącznie z zapewnieniem, że jak szef zechce, to powód zawsze sie znajdzie lub po prostu, że jako szef wszystko może i nikt z kolegów czy koleżanek za mobbingowanym się nie ujmie, bo będzie patrzył, żeby sam nie podpadł, zlecanie zadań znacznie poniżej kompetencji bibliotekarza, zlecanie zadań spoza zakresu obowiązków, obciążanie zarzutami o zaistnienie faktów, na które mobbingowany pracownik biblioteki nie miał wpływu, przeglądanie pod nieobecnośc pracownika zawartości szuflad w biurku lub historii wejść na strony internetowe. Szczególnie podejrzane są wejścia na strony EBIB, SBP, firm prawniczych. Bo a nuż pracownik szuka pomocy lub po prostu chce się wyżalić. Lub po prostu się pracowników degraduje, a nawet zwalnia z pracy. Pracownica Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, przewodnicząca koła (czy jak to się zwie) związku zawodowego "Solidarność" spotkała się z zarzutem, wygłoszonym także do kamer telewizyjnych, że w godzinach przedpołudniowych wychodziła do biura uczelnianej Komisji "S". Jakby biuro otwarte było przez cały dzień, aż do wieczora!
Nie bardzo wiadomo, co robić z tym problemem. Może uczulić na nie centrale związków zawodowych zrzeszających bibliotekarzy? Może uczulić też władze SBP? Tyle, że przynajmniej co drugi członek zarządu to dyrektor lub kierownik i może nie zrozumieć istoty zjawiska. Można wrócić do tematu na forum EBIB i poprosić o nadsyłanie informacji o znanaych przypadkach mobbingu wraz zopisem jego form? W końcu mobbingowani bibliotekarze mogą wysyłać zxawiadomienia o zaistniałych zjawiskach z domowych komputerów lub kawiarenek internetowych. Wprawdzie jakieś dwa miesiące temu skasowałem taki wątek, ale miałem po temu powody. Inicjująca go osoba
pisała nie na temat i do tego w formie dalece odbiegającej od dobrych obyczajów. A rok czy dwa lata temu ruszyło w EBIB-ie odrębne forum i szybko upadło z braku nowych wpisów. Może na podstawie literatury napisać cos o mobbingu do prasy bibliotekarskiej i skorzystać z podawanych w poradnikach rad, co w razie zaistnienia mobbingu robić i do kogo się zwrócić?
Wiem już z różnych relacji, że Państwowa Inspekcja Pracy to adres chybiony. Niewiele może i do tego jej pracownicy nie potrafią mobbingowanym niczego istotnego doradzić.
A tymczasem turnus kuracji przekroczył półmetek. Czuję, że jestem już w dobrej formie fizycznej, górki są mi coraz mniej straszne, a wspinanie się z pijalni wody do sanatorium (cały czas pod górkę schodami lub pochyłą drogą) to juz właściwie zwykły spacerek. Tyle, że nie zrobiłem jeszcze wszystkiego, jesli chodzi o plany zawodowo-naukowe. A tu pracownicy juz są ciekawi, czy będą jakieś zmiany w zarządzaniu. I trzeba mi więcej dyscypliny, zeby te plany zrealizować, bo człowiek zżywa się z innymi i poświęca im coraz więcej czasu. I nie wypada inaczej, żeby nie byc postrzeganym jako ktoś stroniący od ludzi lub zgoła wynoszący sie ponad otoczenie. A ja lubię przecież więzi towarzyskie.
poniedziałek, 22 marca 2010
Licznik odwiedzin: 22381
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
O sprawach zawodowych, a trochę o swoich własnych
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: